Witam na tych stronach, mających być poniekąd wizytówką mojej osoby, ale od razu się tu zastrzegam, gdyż dla tych którzy skuszą się na zadumę, refleksję i na korzyści wynikające z mienia rozumu między zafrasowanymi skroniami, po niedługim namyśle spokoju, pojawi się może wniosek, że w efekcie jednak wizytówka ta pozostaje wątpliwa, bo bez interakcji relacja nasza jawi się w pewnym sensie bezosobową, samozaprzeczającą się relacją i raczej z góry skazaną na niepowodzenie, przynajmniej częściowe.

Czyli (nie zaczyna się zdania od "czyli"!) na pierwszej stronie już można ustalić zasady naszego współżycia - Wy moi drodzy jesteście tu elementem aktywnym, witalnym, energetyzującym, a ja Waszym przysłowiowym cieniem zaprzeczeniem. I pewnie zapyta ktoś z Was - czemu, dlaczego i z jakiego powodu taki właśnie stan rzeczy on mi tu imputuje? Spieszę z wyjaśnieniem w tej właśnie chwili! Ano (a od "ano" się zaczyna?) dlatego, że z góry zakładam (znając siebie lepiej), iż aktualizacja tej stronki będzie się odbywała na zasadzie pewnej Boskiej prawdy - "nie znasz dnia ani godziny", a powszechnie wiadomo, że sprawdza się ona z grubsza od 2 tysięcy lat. Nie wykluczam więc, że za mojego żywota już więcej tu nie zajrzę a nawet jeśli, to od spojrzenia w te strony do ich aktualizacji jawi mi się przed oczyma przepaść (choć mam nadzieję, że odszczekam to jeszcze wielokrotnie!).

I znowu pojawią się wątpliwości młodych latorośli i pytajniki wnyki. Odpowiedź nie jest już oczywista ale wynika z oczywistości natury. Otóż w przyrodzie fala radiowa o konkretnym, interesującym nas tu paśmie nie występuje powszechnie (a przynajmniej ja nic o tym nie wiem). Krótko mówiąc w zaprzyjaźnionej wsi, w której mieszkam oprócz tego, że stoi sobie niepokojone światem 30 domów, w centrum nie ma asfaltu (szyszki są za to) i jeszcze paru innych zwyczajnych zwyczajności to na ich końcu znajduje się zasięg ironii telefonii. Ale świat nie jest mi bynajmniej obcy. To tu, to tam (jak śpiewał pewien śpiewak z miasta Kraka) bywam. Jest zatem szansa i nadzieja, ale zawsze lepiej dmuchać (na zimne). Dziękować i zapraszać dalej.

Errata (corrigenda)
I choć los porzucił mnie na powrót na stołecznych podwórkach, połowicą serca wciąż tkwię gdzieś na hamaku pomiędzy górnickimi lipami, wszelkie miejscowe istnienie pozdrawiając z daleka-bliska.


© –2008 by Nathanael